piątek, 19 lutego 2016

Blog przeniesiony

Blog został przeniesiony na moją stronę www.centrumholi.pl
Jeśli jesteś zainteresowany/a uważnym życiem zapraszam do śledzenia wpisów na stronie ;)

wtorek, 3 lutego 2015

Uważne dzieciństwo

W Mindfulness uczymy się między innymi czym jest „umysł początkującego” i jak „bezocennie” obserwować rzeczywistość. Uczymy się ciekawości i życzliwości wobec świata, a także wobec siebie. Brania rzeczy „takimi, jakie są” i bycia „tu i teraz”.

Tymczasem dzieci są mistrzami we wszystkich tych kwestiach. Dzieci chłoną całym sobą otaczający je świat i rzeczywistość.

W świecie w którym żyjemy otaczają je i bombardują miliony bodźców. Kolorowe zabawki wydające głośne dźwięki, elektronika – gry , tablety – rozpraszają umysły i zatracają naturalne zdolności. Dlatego warto z dziećmi ćwiczyć uważność.

Foto: Shutterstock

Jak to zrobić?

Najważniejsza jest tu prostota. Warto pokazać na czym polega spokojny oddech i jak się na nim koncentrować:

1. Zapraszamy więc dziecko do zabawy polegającej na bujaniu ulubionego misia. Prosimy, by położyło się na podłodze lub dowolnej płaskiej powierzchni. Pożyczamy drugą zabawkę i kładziemy się razem z nim.

2. Teraz kładziemy pluszaki na brzuchach i tłumaczymy, że będziemy je „bujać” własnym oddechem. Ważne więc, by był spokojny, równy i miarowy, by zabawka nie spadła. Zaczynamy ćwiczenie. Spokojne wdechy i wydechy…

3. Obserwujemy unoszenie się i opadanie misia. Ćwiczymy tyle czasu, na ile ma ochotę nasz maluch. Powtarzamy dowolną ilość razyJ
Dzieci uwielbiają to ćwiczenie!


Badania pokazują, że niemowlę uśmiecha się 50-70 razy dziennie a trochę starsze, raczkujące dziecko robi to około 600 razy na dobę.

Co staje się z tym uśmiechem, gdy dorastamy?

Często stojąc w supermarketowej kolejce, albo idąc ulicą obserwuje ludzi w okolicy. I widzę smutne twarze, opadnięte kąciki ust, a czasem nawet już na zawsze zatopiony w zmarszczkach grymas złości czy frustracji. Jak daleko odeszliśmy od tego radosnego dziecka, którym byliśmy…

Ten uśmiech, a co za nim stoi autentyczna radość i ciekawość życia, zaczyna zanikać już w wieku dziecięcym. Kiedyś mogliśmy beztrosko biegać całe popołudnie z kluczem na szyi, nie martwiąc się niczym poza zgubioną naklejką z gumy turbo. Teraz na dzieci nakładane są liczne obowiązki, które mają „zagwarantować im szczęście w życiu”: już od wczesnych lat ich popołudniowy kalendarz zapełniają szkoły języków, tańca, sztuk walki, zajęć plastycznych i wielu im podobnych.

Tymczasem, tego co dziecko najbardziej chce i pragnie to nasza obecność. Ta szansa, na bycie razem, na bycie w kontakcie z rodziną jest jedna – i budujemy ją gdy dzieci są małe. Jeśli zamiast rodziców dziecko ma tysiące zabawek, z czego coraz więcej elektronicznych, nie ma co oczekiwać, że tak wychowany nastolatek nie chce spędzić z nami popołudnia.

Co siejemy, to zbieramy. To nigdy nie jest przypadek. Dziecko to Twoje lustro, które pokarze Ci Twoją rzeczywistość. Co tam widzisz?


sobota, 17 stycznia 2015

Kiedy ciało ma dość

Pierwszy tydzień nowego roku spędziliśmy z bliskimi znajomymi na białym szaleństwie we włoskich Dolomitach. Plan był prosty: jeździć od świtu do zmierzchu, a zatrzymywać się tylko na rozgrzewające Bombardino lub pyszną pizzę. Niestety, do naszej wyjazdowej grupy przyplątała się jakaś infekcja (najprawdopodobniej przywleczona już z Polski) i krążyła, krążyła – aż dopadła mnie ostatniego dnia.

Jak na prawdziwego Polaka przystoi nic sobie z wirusa nie robiłam, zresztą nie szczególnie miałam nawet okazję, gdyż omamił mnie w ostatni dzień jeżdżenia, a potem był powrót do domu – już w nie najlepszym stanie. W kolejne dni stan był jeszcze gorszy tak oto doprowadził mnie do refleksji, którą bym chciała się z Wami podzielić.



O tym, jak bardzo o sobie nie dbamy. O tym, jak świetnie potrafimy lekceważyć różne symptomy, które wysyła do nas ciało. O tym, jak doprowadzamy się do stanu, kiedy po prostu nie jesteśmy już w stanie robić cokolwiek, poza leżeniem.

Nie, nie będę moralizować – sama jestem najlepszym tego przykładem. No bo przecież był powrót do domu, a potem cała masa obowiązków. Jak to zawsze po urlopie spadająca lawina wszystkiego, co musi być na już.

No bo czy jest w naszej rzeczywistości takie przyzwolenie, by po tygodniu przerwy móc powiedzieć „nie świecie, jeszcze cię nie wpuszczam, bo tak się składa, że jestem chora”. Nie ma. Nikt nie akceptuje takiej odpowiedzi. A wszyscy chorują.

To zabawne, bo jesteśmy krajem w którym najczęściej i najwięcej reklamuje się leki bez recepty. To nie przypadek – u nas po prostu nie wypada, a nawet nie jest to dozwolone, by chorować. Dlatego słyszymy kaszel na przystankach, dworcach, w kolejkach po chleb, w kościele, na ulicy, w każdym jednym miejscu, gdzie mamy okazję chociaż na chwilę się zatrzymać (i zarazić). Bo Polak uważa, że musi – „bo jak nie on, to kto”.

Tymczasem świeczka energii życiowej płonie. Pali się każdego dnia, w każdej godzinie, czy chcemy tego , czy nie – skracając nasze życie. Zazwyczaj ta energia kończy się o wiele szybciej niż życie, a wtedy mamy przywiązanego do fotela i niezadowolonego z życia staruszka, który myśli już tylko o jednym…

A mogłoby być zupełnie inaczej. Natura nie zaplanowała tego w ten sposób, by doprowadzić do naszej śmierci za życia. To my sami jesteśmy za to odpowiedzialni poprzez wybory, jakie podejmujemy każdego dnia. Pośpiech. Niedbałość o siebie, swoje ciało i psychikę. Złe wybory dotyczące jedzenia. Brak wypoczynku i aktywności fizycznej. Wszystko to wiemy, a jednak.

Ciało daje nam sygnały. Zrób rachunek sumienia dotyczący własnej codzienności - jeśli możesz odhaczyć coś z poniżej listy, to znaczy, że czas na przerwę.

Fizyczne:
  • Odczuwasz przedłużające się zmęczenie, wyczerpanie sił
  • Odczuwasz regularne uczucie ociężałości w ciele
  • Utrzymują się mniejsze fizyczne dolegliwości (bóle mięśni pleców, bóle głowy itp.)
  • Przesadzasz z: jedzeniem, paleniem papierosów, alkoholem
  • Sypiasz zazwyczaj niespokojnie (z przerwami), nieregularnie lub/i mało
  • Często się przeziębiasz lub/i chorujesz bez rozpoznawalnych przyczyn
  • Odczuwasz znaczne obniżenie libido.

Zrób herbatę, przykryj się kocem i naucz (od nowa) nic nie robić. Czy na prawdę do przyjemności trzeba nas namawiać?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Opowieść o życiu

Dziś, z okazji zbliżających się Świąt, chciałabym podzielić się pewną opowieścią…

Uczeń zapytał mistrza:
- Mistrzu, czy świat jest wrogi dla ludzi? Czy niesie zło czy dobro?
- Opowiem ci historię o tym, jak świat odnosi się do człowieka, - powiedział mistrz.
- Był sobie kiedyś wielki król, który kazał zbudować piękny pałac.
Było tam wiele wspaniałości. Wśród różnych cudów i ciekawostek w pałacu było komnata, w której wszystkie ściany, podłoga, drzwi, a nawet sufit były zrobione z luster.
Osoby wchodzące do komnaty w pierwszej chwili nie zdawały sobie sprawy, że stoją przed lustrami – tak bardzo zacierała się granica między światem rzeczywistym a odzwierciedlonym.
Ponadto ściany komnaty zostały tak zbudowane, że na każdy dźwięk odpowiadało echo. Gdy ktoś pytał: "kim jesteś?"- słyszał w odpowiedzi z różnych stron, "kim jesteś?... kim jesteś?..., kim jesteś?..."
Pewnego razu do komnaty dostał się pies i zamarł w zdumieniu pośrodku, otoczony sforą psów ze wszystkich stron, a także z dołu i z góry. Pies na wszelki wypadek ostrzegawczo pokazał kły i wszystkie odbicia odpowiedziały mu tym samym. Pies zawarczał. Echo odwzajemniło głośne warczenie. Pies szczekał coraz głośniej. Echo też. Pies biegał tam i z powrotem, próbując ugryźć odzwierciedlające się w lustrach psy, jego odbicia też biegały i gryzły.
Rano królewska służba znalazła wycieńczonego, nieprzytomnego psa, otoczonego przez setki nieprzytomnych psów. W komnacie nie było niczego, co mogłoby zagrozić psu, prócz jego własnego odbicia.
- Bo widzisz - powiedział na koniec mistrz - świat nie jest ani dobry, ani zły sam w sobie. Wobec człowieka świat jest obojętny.
Wszystko, co dzieje się wokół nas jest tylko odzwierciedleniem naszych myśli, uczuć, pragnień i działań. Świat to jedno wielkie lustro.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mindfulness - trening uważności



Dziś oddaje w Wasze ręce krótką recenzję książki „Mindfulness. Trening uważności” autorstwa Mark’a Williams’a i Dany’ego Penman’a.

„Świat ma bzika na punkcie uważności (ang. mindfulness). To wspaniale, ponieważ odczuwamy dziś dotkliwy brak i nagląca potrzebę pewnego nieuchwytnego, a jednak ważnego elementu. Czasem intuicja bardzo wyraźnie nam podpowiada, że to, czego nam tak brakuje, to my sami: nasza chęć lub zdolność pełnego zaistnienia we własnym życiu i do przeżycia go tak, by było naprawdę ważne. W jedynym momencie, który istnieje, czyli teraz. Intuicja podpowiada nam również, że zasługujemy na to, by żyć w ten sposób, i że jesteśmy do tego zdolni.” – słowa J. Kabat-Zinn, ojca Mindfulness, otwierają lekturę książki.

Kto z nas nie chciałby żyć szczęśliwie? Kto nie chciałby być spokojny czy spełniony? Autorzy książki pomagają czytelnikom odnaleźć spokój w szalonym, pędzącym świecie. Prezentują pomysły i ćwiczenia wspierające w uważność w codziennym życiu, w rozpoznawaniu emocji, w budowaniu relacji czy komunikacji z otoczeniem.

Mindfulness oznacza bycie „w pełni umysłu”, definiuje uważność jako świadomość wyłaniającą się w wyniku kierowania uwagi w sposób celowy, nieosądzający, na chwilę bieżącą. W efekcie pozwala na widzenie rzeczy takimi, jakie są. Niby nic szczególnego, a jednak tak to tak wiele, by na chwilę zatrzymać się i pozwolić sobie na dostrzeżenie tego, co w nas prawdziwe. To zwrócenie się ku sobie pozwala na głębokie doświadczenie, można powiedzieć nawet pewnego rodzaju metamorfozę – własnych myśli i przekonań. Pozwala na rozpoznawanie emocji, a co za tym idzie bardziej spokojne i harmonijne życie.

Nie ma możliwości zatrzymania bodźca, który wywoła przykre wspomnienia, negatywne emocje czy oceniające myśli. Ale da się powstrzymać to, co dzieje się potem. Mamy wpływ na to, że błędne koło przestanie się nakręcać i wywoływać kolejne negatywne wspomnienie, emocje czy myśli.

Uważność zachęca do zerwania z pewnymi nieświadomymi, a wyuczonymi sposobami działania, myślenia i zachowania. Zachęca do poznania własnego autopilota, który nie pozwala na życie pełnią. Nasze przekonania tworzą rzeczywistość, tymczasem prawda jest taka, że to jedynie myśli. Mindfulness zachęca i umożliwia poznanie ich, a to doświadczenie wpływa na bardziej świadome wybory w życiu.

8 tygodni. Tyle trwa proces, którzy proponują autorzy. Podczas kolejnych tygodni „lekcji” można doświadczyć wglądu w kolejne tematy: uwolnienie się od autopilota, zdolność uważnej koncentracji, uważność ciała i oddechu, obserwacja emocji i myśli , zwrócenie się ku trudnościom, stres i wyczerpanie, aż po dokonywanie wyboru i akceptację.

Trening uważności to medytacja. Jednak, co ważne – medytacja w tym ujęciu to nie religia. To metoda pracy z umysłem, treningu jego świadomości. Nie zajmuje dużo czasu, ale wymaga cierpliwości i wytrwałości. A może jej uczy? Nie jest też skomplikowana, gdyż nie jest celem osiąganie czegokolwiek. To coś nowego, zwłaszcza dla tych, dla których potrzeba osiągania i sukcesu jest codziennością.

Od czego zacząć? Być może właśnie lektura tej książki będzie inspiracją do dalszych poszukiwań, albo do rozpoczęcia praktyki. Zachęcam do tej podróży.

Książkę możecie nabyć tu.


czwartek, 4 grudnia 2014

Obecność prezentem


Już pojutrze Mikołaja, święto może dla dorosłych niepozorne, ale ważne dla dzieci. Tymczasem w moim biegu harmonogram wyjazdów wyznaczył wyrok na ten dzień - mimo, że weekend - jak zwykle poza domem. Tak miało być, jednak - nie tym razem.

Zainspirowała mnie opowieść, na którą trafiłam gdzieś w sieci:

Syn: Tato, czy mogę zadać Ci pytanie?
Tata: Tak jasne, co się stało?
Syn: Tato, ile ty zarabiasz na godzinę?
Tata: (zdziwiony) To nie twoja sprawa. Dlaczego pytasz o takie rzeczy?
Syn: Chcę tylko wiedzieć. Proszę powiedz mi, ile zarabiasz na godzinę?
Tata: Jeśli musisz wiedzieć, zarabiam 100 dolarów.
Syn: Ojjjj (zasmucony). Tato, a czy mógłbyś pożyczyć mi 50 dolarów?
Ojciec bardzo się wściekł.
Tata: Pytasz tylko dlatego żeby pożyczyć pieniądze na głupią zabawkę czy inne bzdury? Proszę odmaszerować prosto do swojego pokoju. Kładąc się spać pomyśl o tym, dlaczego jesteś taki samolubny. Ja muszę ciężko pracować każdego dnia, a Ty zachowujesz się dziecinnie.
Chłopiec cicho poszedł do swojego pokoju i zamknął drzwi.
Mężczyzna usiadł i stawał się jeszcze bardziej zły myśląc o pytaniu zadanym przez małego chłopca. Jak on śmie zadawać takie pytania tylko po to żeby dostać trochę pieniędzy – pytał siebie tata.
Po około godzinie jednak się uspokoił i zaczął się zastanawiać:
Może było coś, co naprawdę potrzebuje, aby kupić za 50 dolarów i że on faktycznie nie prosi o pieniądze zbyt często. Mężczyzna podszedł do drzwi pokoju chłopca i otworzył je.
Tata: "Śpisz, synu?"
Syn: "Nie tato, nie śpię".
Tata: "Przemyślałem to i może byłem zbyt ostry dla Ciebie wcześniej. Miałem kilka ciężkich dni i wyładowałem swoją złość na Tobie. Oto 50 dolarów o które prosiłeś..."
Chłopiec podniósł głowę, uśmiechając się.
Syn: "Och, dziękuję tatusiu!"
Następnie, sięgając pod poduszkę wyciągnął kilka pogniecionych banknotów. Mężczyzna zobaczył, że chłopak miał już sporo pieniędzy i znów się zezłościł. Chłopiec zaczął powoli liczyć swoje pieniądze, a potem spojrzał na ojca.
Tata: "Dlaczego chciałeś mieć więcej pieniędzy, jeśli już tyle uzbierałeś?"
Syn: "Ponieważ nie miałem tyle ile było mi potrzebne, ale teraz już mam. Tato, mam teraz 100 dolarów. Mogę kupić godzinę Twojego czasu? Proszę wróć jutro szybciej do domu. Chciałbym zjeść z tobą kolację."


Ilu z nas właśnie goni (lub planuje gonitwę) za świątecznymi prezentami? A czy nie byłoby najlepszym prezentem dla naszych bliskich, gdybyśmy poświęcili im więcej czasu?
Żyjemy w epoce, kiedy to nasz CZAS jest największą wartością, najlepszym podarkiem, najcenniejszym wyrazem miłości. Podaruj bliskim to co najważniejsze - całego siebie :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Zatruci przez stres


Parę dni temu trafiłam na artykuł, który rezonuje we mnie cały czas.  Dotyczy on wpływu bicia dzieci na ich psychikę i rozwój. Klaps i krzyk to wręcz wrośnięte w nas metody wychowawcze. Czy robilibyśmy to samo, wiedząc, że bicie dziecka wpływa na zanikanie niektórych obszarów mózgu?

Badania naukowców pokazały, że u osób maltretowanych w dzieciństwie - w dorosłym rozwiniętym mózgu jest mniej istoty szarej, odpowiadającej na przetwarzanie informacji oraz za pamięć. Ubytki zaobserwowano także w rejonach, które mają wpływ na tak zwaną kontrolę poznawczą, czyli zdolność do psychicznego radzenia sobie z silnymi emocjami oraz trudnymi sytuacjami. Agresja rodziców ma także ogromy wpływ na komórki nerwowe - zbyt duża ilość stresu może stać się przyczyną depresji w dorosłym życiu.

To w zasadzie nadaje kierunek dalszym wydarzeniom w życiu młodego człowieka. Zamiast bezpieczeństwa, miłości i akceptacji tworzy się smutek, złość i nienawiść, które mogą towarzyszyć mu już przez całe życie. W ciągu roku od pierwszych "niewinnych" klapsów  pojawiają się pierwsze oznaki agresji, które zazwyczaj opiekunowie zwalczają podobnymi metodami. I koło się zamyka. Ze zestresowanego, przerażonego i bezsilnego wobec agresji dziecka wyrasta kompulsywny i rozgniewany dorosły. Chodzi o terapeuty, nie radzi sobie ze swoimi emocjami, ale swoje dzieci wychowuje w bardzo podobny sposób.

Czy będąc rodzicami robilibyśmy to samo wiedząc co grozi naszym dzieciom? A może jest tak, gdyż jest to naturalnym kontinuum zdarzeń - ilu z nas myśli "mnie bito i wyrosłem na porządnego człowieka, to i ja tak będę robił". A czy w głębi duszy nie stoi tam gdzieś pod ścianą zgnębione dawno temu wewnętrzne dziecko?

Chwila uważności. Oddech lub dwa. Tyle jest potrzebne, by zauważyć swoja reakcję. A wtedy można  podjąć decyzję.


Pełen artykuł możecie przeczytać tu