poniedziałek, 1 grudnia 2014

Zatruci przez stres


Parę dni temu trafiłam na artykuł, który rezonuje we mnie cały czas.  Dotyczy on wpływu bicia dzieci na ich psychikę i rozwój. Klaps i krzyk to wręcz wrośnięte w nas metody wychowawcze. Czy robilibyśmy to samo, wiedząc, że bicie dziecka wpływa na zanikanie niektórych obszarów mózgu?

Badania naukowców pokazały, że u osób maltretowanych w dzieciństwie - w dorosłym rozwiniętym mózgu jest mniej istoty szarej, odpowiadającej na przetwarzanie informacji oraz za pamięć. Ubytki zaobserwowano także w rejonach, które mają wpływ na tak zwaną kontrolę poznawczą, czyli zdolność do psychicznego radzenia sobie z silnymi emocjami oraz trudnymi sytuacjami. Agresja rodziców ma także ogromy wpływ na komórki nerwowe - zbyt duża ilość stresu może stać się przyczyną depresji w dorosłym życiu.

To w zasadzie nadaje kierunek dalszym wydarzeniom w życiu młodego człowieka. Zamiast bezpieczeństwa, miłości i akceptacji tworzy się smutek, złość i nienawiść, które mogą towarzyszyć mu już przez całe życie. W ciągu roku od pierwszych "niewinnych" klapsów  pojawiają się pierwsze oznaki agresji, które zazwyczaj opiekunowie zwalczają podobnymi metodami. I koło się zamyka. Ze zestresowanego, przerażonego i bezsilnego wobec agresji dziecka wyrasta kompulsywny i rozgniewany dorosły. Chodzi o terapeuty, nie radzi sobie ze swoimi emocjami, ale swoje dzieci wychowuje w bardzo podobny sposób.

Czy będąc rodzicami robilibyśmy to samo wiedząc co grozi naszym dzieciom? A może jest tak, gdyż jest to naturalnym kontinuum zdarzeń - ilu z nas myśli "mnie bito i wyrosłem na porządnego człowieka, to i ja tak będę robił". A czy w głębi duszy nie stoi tam gdzieś pod ścianą zgnębione dawno temu wewnętrzne dziecko?

Chwila uważności. Oddech lub dwa. Tyle jest potrzebne, by zauważyć swoja reakcję. A wtedy można  podjąć decyzję.


Pełen artykuł możecie przeczytać tu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz